Hejka. Tego posta piszę z kompa kuzynki. Niestety mój się zepsuł i nie mam jak pisać nowego posta. Blog musi na razie stanąć w miejscu. Kiedy będę miała nowy komputer wstawię posta. Jestem strasznie tym zdenerwowana. Ja już muszę iść bo jestem u kuzynki tak jak już mówiłam. A więc pozdrawiam.
Pandziaa Ema :3
piątek, 29 kwietnia 2016
sobota, 2 kwietnia 2016
Na tropie fistaszków cz. 7
Hejka. Po tym małym wypadku piszę posta od nowa. Nie pamiętam dokładnie co miałam napisane w tamtym, który się usunął ale zaczęłam od nowa wymyślać ;)) Więc zaczynajmy :)!
LINDSAY
Straży udało się opanować cały ogień. Na miejsce przyjechało kilka karetek. Okazało się, że pięć osób zaczadziło się a dwie miały oparzenia drugiego stopnia. Reszta miała jedynie małe rany i siniaki. Niestety okazało się, że jedna osoba zginęła. Była to ta miła recepcjonistka. Pogotowie zabrało nas do szpitala na obserwaceję. Jeśli nic nam nie będzie wypuszczą nas po 24 godzinach.
-Straszne, straszne. Po prostu straszne!-krzyczała Alice w ciągłym szoku
-Co tu się odpieprzyło?!-wypytywał się John
-Nie mam pojęcia!-podskoczyła Ren
-Spokojnie, uspokójcie się! Jesteśmy teraz w szpitalu nie możemy się tak drzeć! Tamta cała akcja już przeminęła i jej nie ma.-powiedziałam próbując ich uspokoić-Cud, że uszliśmy z życiem!
-Oby złapali tego podpalacza! Przez niego zgineła niewinna osoba!-krzyczał wkurzony Mike
-Ehh wiecie co? Ja się chyba prześpię bo jestem wykończona całymi tymi wydarzeniami-powiedziała Alice i odwróciła się w stronę ściany
***
Po paru dniach w końcu nas wypuścili. Alice miała lekkie zadyszki więc musiała dłużej zostać na obserwacji. Nie chcieliśmy jej zostawić więc z nią siedzieliśmy.
ALICE
Kiedy w końcu wyszłam ze szpitala byłam na siebie wkurzona. Czemu ja zawsze muszę być tą taką sierotowatą? Nawet nie wiem czy istnieje takie słowo... Dobra nieważne. Mam tylko jakieś tam małe zapalenie płuc. Nic wielkiego. Martwię się o to jak my sobie poradzimy. Przecież nie mamy się gdzie podziać a niedługo zapadnie zmrok! Poza tym wątpię, żebyśmy mieli dużo pieniędzy. ,,Ale cisza. Może coś powiedzieć? Albo nie, lepiej nie. Pewnie rozmyślają nad tym gdzie możemy spędzić noc. W sumie moglibyśmy zostać w szpitalu. Tam przynajmniej mają jedzenie. Niedobre ale mają!''
-Dobra koniec tej ciszy.-zakłócił moje rozmyślania Mike-Wszyscy wyjmują teraz jakiekolwiek pieniądze jakie mają-wykonaliśmy jego polecenie
Policzył, że mamy 50 zł z groszami. Tylko 50 zł! Jak my mamy za to przeżyć?! Jest nas przecież 6! Nie mogę sobie tego wyobrazić. Po prostu to jest poza granice mojego logicznego myślenia. Lepiej nie będę teraz nic mówić bo jeszcze powiem coś co jeszcze bardziej nas przygnębi. Ktoś inny teraz musi przejąć logiczne myślenie. Ja jestem wykończona. W końcu gdybym się nie obudziła zginęlibyśmy wszyscy. Tak jak ta miła recepcjonistka... Dobra nie chcę i niej myśleć. Na samą myśl o tym hotelu przypominają mi się najgorsze sytuacje z mojego życia...
-Dobra koniec tej ciszy.-zakłócił moje rozmyślania Mike-Wszyscy wyjmują teraz jakiekolwiek pieniądze jakie mają-wykonaliśmy jego polecenie
Policzył, że mamy 50 zł z groszami. Tylko 50 zł! Jak my mamy za to przeżyć?! Jest nas przecież 6! Nie mogę sobie tego wyobrazić. Po prostu to jest poza granice mojego logicznego myślenia. Lepiej nie będę teraz nic mówić bo jeszcze powiem coś co jeszcze bardziej nas przygnębi. Ktoś inny teraz musi przejąć logiczne myślenie. Ja jestem wykończona. W końcu gdybym się nie obudziła zginęlibyśmy wszyscy. Tak jak ta miła recepcjonistka... Dobra nie chcę i niej myśleć. Na samą myśl o tym hotelu przypominają mi się najgorsze sytuacje z mojego życia...
RENESME
Szliśmy tak opustoszałymi drogami centrum miasta. O tej porze zawsze był tu wielki ruch. Teraz tylko było słychać szum liści i nasze ciche kroki. Popatrzyłam na Alice. Widać było, że myśli o czymś. Ale nie tak normalnie. Z wielkim załamaniem w sercu! Nie chciałam się w tym momencie odzywać. Nawet Mike, który zawsze starał się wszystkich pocieszać zbladł. Wydawało mi się, że ta wędrówka nie będzie miała końca...
***
Doszliśmy do jakiegoś zaułka. Było około 22. Nasze pole widzenia było ograniczone o połowę. Ktoś musiał wejść w głąb, żeby sprawdzić czy jest bezpiecznie, Zapadła złowroga cisza.
-Dobra ja pójdę.-powiedział w końcu Mike cicho-Czekajcie tu.-stanęliśmy jak wryci i patrzyliśmy jak wchodzi między mury opuszczonych kamieniczek.
-Jest ok, chodźcie.-powiedział
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą i weszliśmy w ciemność.
-Ma ktoś jakąś latarkę?-spytałą Alice
-Ja mam-powiedział John i zaświecił ją
Okazało się, że przed nami stoi śmietnik. Na nasze minimalne szczęście był w nim materac. Mike podszedł do kontenera i wyjął materac. O dziwo nie był on brudny. Wydawało się jakby dopiero ktoś go wyrzucił. Był w miarę duży. Na pewno zmieszczą się na nim trzy przerośnięte wiewiórki. Alice uśmiechnęła się lekko.
-Dobra trzeba wybrać kto śpi na materacu-powiedział Leon
-Na pewno Alice ponieważ jest chora-powiedział opiekuńczo Mike
Mogłabym w sumie zazdrościć Alice takiego chłopaka, ale dobrze, że go ma. Opiekuje się nią i to mi się podoba.
-Najlepiej chyba będzie jeśli dziewczyny będą spały na materacu-podsunął John
-No a my gdzie?-odezwał się ironicznie Leon
-Tutaj na podłodze. Alice mówiła, że ma jakiś koc w torbie.
-No.. super..
-Ok to może się już kładźmy? Robi się coraz ciemniej-powiedział Mike
Posłuchaliśmy go i położyliśmy się. Chłopacy rozścielili sobie koc i przykryli się bluzami. My zrobiłyśmy to samo. Po chwili usnęłam...
-Dobra ja pójdę.-powiedział w końcu Mike cicho-Czekajcie tu.-stanęliśmy jak wryci i patrzyliśmy jak wchodzi między mury opuszczonych kamieniczek.
-Jest ok, chodźcie.-powiedział
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą i weszliśmy w ciemność.
-Ma ktoś jakąś latarkę?-spytałą Alice
-Ja mam-powiedział John i zaświecił ją
Okazało się, że przed nami stoi śmietnik. Na nasze minimalne szczęście był w nim materac. Mike podszedł do kontenera i wyjął materac. O dziwo nie był on brudny. Wydawało się jakby dopiero ktoś go wyrzucił. Był w miarę duży. Na pewno zmieszczą się na nim trzy przerośnięte wiewiórki. Alice uśmiechnęła się lekko.
-Dobra trzeba wybrać kto śpi na materacu-powiedział Leon
-Na pewno Alice ponieważ jest chora-powiedział opiekuńczo Mike
Mogłabym w sumie zazdrościć Alice takiego chłopaka, ale dobrze, że go ma. Opiekuje się nią i to mi się podoba.
-Najlepiej chyba będzie jeśli dziewczyny będą spały na materacu-podsunął John
-No a my gdzie?-odezwał się ironicznie Leon
-Tutaj na podłodze. Alice mówiła, że ma jakiś koc w torbie.
-No.. super..
-Ok to może się już kładźmy? Robi się coraz ciemniej-powiedział Mike
Posłuchaliśmy go i położyliśmy się. Chłopacy rozścielili sobie koc i przykryli się bluzami. My zrobiłyśmy to samo. Po chwili usnęłam...
ALICE
Obudziły mnie jakieś dziwne dźwięki. Takie jakby ktoś wbijał gwoździe w beton. Wstałam i przetarłam oczy. Rozejrzałam się wokół siebie. Było jeszcze ciemno. Wszyscy jeszcze spali. Chwyciłam lekko rękę mojej siostry. Jej zegarek wskazywał godzinę 03:50. Postanowiłam wstać i sprawdzić źródło dźwięku. Wyszłam z naszej kryjówki i poszłam w prawą stronę. Dźwięk nasilał się. Nagle zza rogu wyskoczyła jakaś czarna postać. Tak się wystraszyłam, że aż upadłam. Ale ona chyba bardziej się mnie wystraszyła bo zaczęła uciekać. Prawie wpadła pod samochód z tego pośpiechu. Dźwięk ustał. Postanowiłam więc wrócić. Nie mogłam zasnąć z powrotem. Ciągle myślałam o tajemniczej postaci.
***
Nagle ktoś zaczął mną potrząsać.
-Co, co się dzieje?! Która godzina?-zerwałam się
-Już 10. Długo sobie pospałaś księżniczko-zaśmiał się znany mi głos
Przetarłam oczy. No jasne! To Mike. Kto by się spodziewał ta...
-Aha no fajnie-Mike pomógł mi wstać
-Coś obudziło mnie nad ranem-powiedział Mike-Przyszła tu jakaś dziwna czarna postać. Kiedy ja się podniosłem ona uciekła
-Tak ja też ją widziałam w nocy!-zaczęłam się drzeć-Prawie wpadła pod samochód na mój widok!
-Aha, okej dziwne-wtrąciła się Lind
-Eee.. to co teraz?-zapytałam niepewnie
-Nie wiem-spuścił głowę Mike
***
Było już koło 20. Przez ten czas prawie się do siebie nie odzywaliśmy. Trochę tylko pogadaliśmy o tej postaci. Ale nikt nie mówił o swoich potrzebach ani uczuciach... A przecież trzeba w tak trudnych sytuacjach ze sobą rozmawiać!
-Umieram z głodu!-powiedziała w końcu Ren
-No w sumie ja też-powiedziałam-Wszyscy są głodni!
-Ok zwlekałem z tym długo, ale idę kupić coś do żarcia-powiedział Mike-Tylko nigdzie nie idźcie!
-Spokojnie nigdzie nam się nie śpieszy-uśmiechnęłam się
***
Mike wrócił po około 20 minutach.
-Znalazłem taki fajny sklep, który był już zamykany!-powiedział uradowany-Wszystko było tam takie tanie więc kupiłem butlę wody, chleb, 6 puszek orzechów w karmelu, sałatę, pomidory, masło, mleko i jabłka.
-Mmm daj szybko jestem taka głodna!-krzyknęła Lind
Wszyscy zjedliśmy po puszce orzechów i napiliśmy się trochę wody. Mike dał mi jeszcze łyżkę miodu i łyk mleka. Poczułam się trochę lepiej. Najgorsze było to, że musimy znów spać na podwórku. Brakowało mi wygodnego łóżka i ciepłego pokoju. Już wiem jak się czują bezdomni. Każdy z nich powinien dostać chociaż małą kawalerkę! Postanowiłam, że więcej nie będę się zadręczała przed snem i odwróciłam się na drugi bok.
***
Rano obudziłam się jako pierwsza. Jak to ja miałam przyćmione oczy więc poszłam prosto do torby. Chciałam trochę ogarnąć włosy i zobaczyć jak wyglądam. Wyciągnęłam lusterko z torby, przetarłam oczy i.. nie mogłam uwierzyć co w nim zobaczyłam...
Mam nadzieję, że wam się spodowało :)! Czekajcie na kolejną część :)! Teraz wzięłam się za siebie i piszę w zeszycie a dopiero potem wstawiam na bloga :D! Odskocznia się narazie nie pojawi ponieważ nie mam na nią weny i pomysłu ;DD Nie mam co tu więcej pisać mam nadzieję, że mi wybaczycie tamtą małą wpadkę xDD A więc pozdrawiam
Pandziaa Ema :3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)