ALICE
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!-zaczęłam piszczeć przerażona
Tym samym oczywiście obudziłam Mike'a
-Co ci jest Alice?-zapytał rozzłoszczony Mike-Wiesz która jest godzina??
Patrzyłam na niego z czarną otchłanią w oczach. Wyglądał zupełnie tak jak ja. Był taki mały i miał takie słodkie oczka. Wyglądaliśmy jak takie malutkie niewinne wiewióreczki. Popatrzyłam więc na resztę. Oni też tak wyglądali.
-M..m..m..ike-jąkałam się-Popatrz co się z tobą stało-i podałam mu lustro
-WTF?!!!!!!-odskoczył do tyłu-Co to ma być??!! Czemu jestem taki dziwny?! Co się stało?!
-Ja też tak wyglądam i reszta również-patrzyłam na niego jakbym miała zaraz zemdleć
-To jest jakieś przeklęte! Nie jakiś urok! Co to ma być?!!!!!!!!-krzyczał Mike
-Dobra już uspokój się!-krzyknęłam-Bo jeszcze ich obudzisz!
-To na pewno tylko jakiś zły sen-Mike otworzył oczy szeroko i walnął się w czoło
-To nie jest sen. To rzeczywistość-powiedziałam z jeszcze szerzej otwartymi oczami
Moje słowa zmroziły nam krew w żyłach. Położyliśmy się i zaczęliśmy głęboko rozmyślać nad tym co się stało. Przecież jeszcze wczoraj wyglądaliśmy tak.. jak my! A dzisiaj nagle wszystko się zmieniło? Nie rozumiałam. Obydwoje nie rozumieliśmy, Przecież to jest niemożliwe, żeby tak nagle się zmienić. Przez co to mogło się stać? Przez jakieś czary? Wciąż nurtowało mnie to pytanie... Postanowiłam się przejść
-Mike ja idę się gdzieś przejść-powiedziałam-Muszę to wszystko przemyśleć
Nic nie odpowiedział więc poszłam. Na swej drodze spotkałam tylko małą myszkę przechadzającą się drogami tego miasta. Szłam tak zamyślona przed siebie. Było już w miarę jasno więc lampy były wyłączone. Idąc przed siebie w końcu znalazłam się w parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam na nowo myśleć. Nagle obok mnie usiadł mops. Niezbyt duży. Właściwie taki sobie. Miał ubrany kaptur.
-Ostatnio widziałem cię trochę inną-odezwał się
-O czym pan mówi?-zdziwiłam się i podniosłam z ławki-Nie znam pana
-Ale czy na pewno?-zapytał i zdjął kaptur
Nie mogłam uwierzyć w to kogo zobaczyłam...
MIKE
Leżałem tak na swoim posłaniu w totalnym bezruchu. Czekałem aż wróci All.
-O matko niech się ktoś w końcu obudzi!-krzyknąłem i wstałem
Zacząłem się rozglądać. Nie było tu nic ciekawego. Po prostu stare zniszczone kamienice. Nic poza tym. Nagle ktoś zaczął się ruszać. Była to Ren.
,,Matko nareszcie się ktoś budzi. Już myślałem, że umrę z nudów...''-pomyślałem
-<ziew> Siema Mike-powiedziała zaspana-Gdzie Alice?
-Poszła się przejść bo nie wierzy w to co się stało-odpowiedział z powagą
-A co się stało?-zapytała marszcząc brwi
Bez odpowiedzi podszedłem do lustra i podałem je jej. Spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem i popatrzyła w lustro. Zobaczyła w nim nieco mniejszą i słodszą wiewiórkę niż wcześniej. Zamarła. Cóż. Kto by się spodziewał?...
-To ja może pójdę gdzieś, gdziekolwiek...-powiedziałem i wybiegłem z pustki
Było około 6:30. Nie wiem dokładnie. Nie mam zegarka przy sobie, ale kiedyś uczyłem się odczytywać godziny z ułożenia słońca. O dziwo w tak ruchliwym miejscu przechadzało się jedynie kilka osób. Ale to może i lepiej bo w końcu miałem czas, żeby pozbierać swoje myśli. Założyłem kaptur, żeby nikt nie mógł zobaczyć mojej twarzy. Musiałem jakoś dojść do tego jak to się mogło stać. Co to są kurna jakieś czary czy jak?!!! Zacząłem kopać kamień. Szedłem tak przed siebie aż znalazłem się w parku. Bardzo tajemniczym parku. Był pusty i ciemny. Jego stare uschłe drzewa dotykały samych chmur. Był to przerażający, ale zarazem ciekawy widok. Nie mogłem przestać patrzeć się w górę to chyba o czymś znaczy, nie? No ale w końcu musiało mi się to znudzić, więc poszedłem dalej. Nagle na ławce zobaczyłem jakąś wiewiórkę i chyba mopsa. Psa nie znałem, ale wiewiórka wyglądała mi bardzo znajomo. Miała ten sam warkoczyk i rude włosy co Alice. Nie miałem wątpliwości, że to ona. Mops usiadł obok niej i zaczął jej coś szeptać do ucha. Chciałem się dowiedzieć co, więc podszedłem bliżej i schowałem się za krzaki. Zacząłem nasłuchiwać...
-Poszła się przejść bo nie wierzy w to co się stało-odpowiedział z powagą
-A co się stało?-zapytała marszcząc brwi
Bez odpowiedzi podszedłem do lustra i podałem je jej. Spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem i popatrzyła w lustro. Zobaczyła w nim nieco mniejszą i słodszą wiewiórkę niż wcześniej. Zamarła. Cóż. Kto by się spodziewał?...
-To ja może pójdę gdzieś, gdziekolwiek...-powiedziałem i wybiegłem z pustki
Było około 6:30. Nie wiem dokładnie. Nie mam zegarka przy sobie, ale kiedyś uczyłem się odczytywać godziny z ułożenia słońca. O dziwo w tak ruchliwym miejscu przechadzało się jedynie kilka osób. Ale to może i lepiej bo w końcu miałem czas, żeby pozbierać swoje myśli. Założyłem kaptur, żeby nikt nie mógł zobaczyć mojej twarzy. Musiałem jakoś dojść do tego jak to się mogło stać. Co to są kurna jakieś czary czy jak?!!! Zacząłem kopać kamień. Szedłem tak przed siebie aż znalazłem się w parku. Bardzo tajemniczym parku. Był pusty i ciemny. Jego stare uschłe drzewa dotykały samych chmur. Był to przerażający, ale zarazem ciekawy widok. Nie mogłem przestać patrzeć się w górę to chyba o czymś znaczy, nie? No ale w końcu musiało mi się to znudzić, więc poszedłem dalej. Nagle na ławce zobaczyłem jakąś wiewiórkę i chyba mopsa. Psa nie znałem, ale wiewiórka wyglądała mi bardzo znajomo. Miała ten sam warkoczyk i rude włosy co Alice. Nie miałem wątpliwości, że to ona. Mops usiadł obok niej i zaczął jej coś szeptać do ucha. Chciałem się dowiedzieć co, więc podszedłem bliżej i schowałem się za krzaki. Zacząłem nasłuchiwać...
ALICE
No tak! To był mój stary znajomy George. Jak ja dawno się z nim nie widziałam. Ale on miał mi coś ważnego do powiedzenia.
-Wiem dlaczego tak wyglądasz-zaczął szeptać
-Coo????? Jak to-zapytałam niedowierzająco, ale byłam ciekawa co powie
-No więc od tysięcy lat to miasto jest przeklęte przez pewną wiedźmę, która co roku powraca na nasze ziemie. Łapie swoje ofiary w najbardziej podstępny sposób jaki można sobie wyobrazić.
-Słucham? O czym ty mówisz. Przecież magia nie istnieje a z resztą nie ważne. Co to ma niby związanego z moim wyglądem?
-Wysłuchaj mnie. Naprawdę to jest dla mnie bardzo ważne
Już chciał mi dokończyć kiedy nagle z krzaków wypadł Mike
-Co ty do niej powiedziałeś??!!!!-powiedział rozzłoszczony
-Co ty Mike uspokój się!-chwyciłam go za ramię
-O nieee! Nie ujdzie ci to płazem gnojku-zaczął się na niego rzucać z rękami
Złapałam go za obydwie ręce. George uciekł.
-Co ty zrobiłeś idioto! On miał mi powiedzieć co się z nami stało!
-Powiedział, że coś jest dla niego ważne. A to dupek jeden!
-O czym ty mówisz! A z resztą zostaw mnie-powiedziałam i odeszłam szybkim krokiem
Po drodze poleciała mi jedna łza. Ale ogarnęłam się bo tą sprawą nie ma się co przejmować. Rozmyślałam ciągle nad tym co powiedział mi George. Coś o jakiejś czarownicy, która przeklęła to miasto. Zaczynam się już zastanawiać czy ja na pewno chcę tutaj zostać. W ogóle musimy wynająć jakieś mieszkanie czy coś. Przecież nie możemy żyć w takich warunkach. To jest aż wstyd. No ale to wszystko przez ten pożar. Brrr. Nie chcę już o nim myśleć. Po co się jeszcze bardziej dołować... Teraz zastanawiało mnie tylko to o co chodziło George'owi...
Mam nadzieję, że ten rozdział się wam podobał. Jeśli ktoś ma zdolności do rozszyfrowywania dalszej akcji może zgadnie przez co tak wyglądają ;)) Akurat ten rozdział pisało mi się bardzo fajnie i szybko :)) Nie mam co tu więcej pisać. Czekajcie na kolejną część ;)) Papatki
Pandziaa Ema <33
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz