Hejka. Jak wiecie są wakacje. Nie mam na nich czasu pisać posta. Dużo czasu spędzam na podwórku. Niedługo będę jeździć do różnych miast itd. Robimy więc przerwę na blogu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i mnie zrozumiecie. Więc życzę wam fajnych wakacji :)! Pozdrawiam
Pandziaa Ema :3
piątek, 8 lipca 2016
wtorek, 14 czerwca 2016
Na tropie fistaszków cz. 8
Hejkaa. W końcu powraca nasza seria :)) Nie miałam na nią za bardzo pomysłu, ale coś tam wymyśliłam ;DD Więc miłego czytania :))
ALICE
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!-zaczęłam piszczeć przerażona
Tym samym oczywiście obudziłam Mike'a
-Co ci jest Alice?-zapytał rozzłoszczony Mike-Wiesz która jest godzina??
Patrzyłam na niego z czarną otchłanią w oczach. Wyglądał zupełnie tak jak ja. Był taki mały i miał takie słodkie oczka. Wyglądaliśmy jak takie malutkie niewinne wiewióreczki. Popatrzyłam więc na resztę. Oni też tak wyglądali.
-M..m..m..ike-jąkałam się-Popatrz co się z tobą stało-i podałam mu lustro
-WTF?!!!!!!-odskoczył do tyłu-Co to ma być??!! Czemu jestem taki dziwny?! Co się stało?!
-Ja też tak wyglądam i reszta również-patrzyłam na niego jakbym miała zaraz zemdleć
-To jest jakieś przeklęte! Nie jakiś urok! Co to ma być?!!!!!!!!-krzyczał Mike
-Dobra już uspokój się!-krzyknęłam-Bo jeszcze ich obudzisz!
-To na pewno tylko jakiś zły sen-Mike otworzył oczy szeroko i walnął się w czoło
-To nie jest sen. To rzeczywistość-powiedziałam z jeszcze szerzej otwartymi oczami
Moje słowa zmroziły nam krew w żyłach. Położyliśmy się i zaczęliśmy głęboko rozmyślać nad tym co się stało. Przecież jeszcze wczoraj wyglądaliśmy tak.. jak my! A dzisiaj nagle wszystko się zmieniło? Nie rozumiałam. Obydwoje nie rozumieliśmy, Przecież to jest niemożliwe, żeby tak nagle się zmienić. Przez co to mogło się stać? Przez jakieś czary? Wciąż nurtowało mnie to pytanie... Postanowiłam się przejść
-Mike ja idę się gdzieś przejść-powiedziałam-Muszę to wszystko przemyśleć
Nic nie odpowiedział więc poszłam. Na swej drodze spotkałam tylko małą myszkę przechadzającą się drogami tego miasta. Szłam tak zamyślona przed siebie. Było już w miarę jasno więc lampy były wyłączone. Idąc przed siebie w końcu znalazłam się w parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam na nowo myśleć. Nagle obok mnie usiadł mops. Niezbyt duży. Właściwie taki sobie. Miał ubrany kaptur.
-Ostatnio widziałem cię trochę inną-odezwał się
-O czym pan mówi?-zdziwiłam się i podniosłam z ławki-Nie znam pana
-Ale czy na pewno?-zapytał i zdjął kaptur
Nie mogłam uwierzyć w to kogo zobaczyłam...
MIKE
Leżałem tak na swoim posłaniu w totalnym bezruchu. Czekałem aż wróci All.
-O matko niech się ktoś w końcu obudzi!-krzyknąłem i wstałem
Zacząłem się rozglądać. Nie było tu nic ciekawego. Po prostu stare zniszczone kamienice. Nic poza tym. Nagle ktoś zaczął się ruszać. Była to Ren.
,,Matko nareszcie się ktoś budzi. Już myślałem, że umrę z nudów...''-pomyślałem
-<ziew> Siema Mike-powiedziała zaspana-Gdzie Alice?
-Poszła się przejść bo nie wierzy w to co się stało-odpowiedział z powagą
-A co się stało?-zapytała marszcząc brwi
Bez odpowiedzi podszedłem do lustra i podałem je jej. Spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem i popatrzyła w lustro. Zobaczyła w nim nieco mniejszą i słodszą wiewiórkę niż wcześniej. Zamarła. Cóż. Kto by się spodziewał?...
-To ja może pójdę gdzieś, gdziekolwiek...-powiedziałem i wybiegłem z pustki
Było około 6:30. Nie wiem dokładnie. Nie mam zegarka przy sobie, ale kiedyś uczyłem się odczytywać godziny z ułożenia słońca. O dziwo w tak ruchliwym miejscu przechadzało się jedynie kilka osób. Ale to może i lepiej bo w końcu miałem czas, żeby pozbierać swoje myśli. Założyłem kaptur, żeby nikt nie mógł zobaczyć mojej twarzy. Musiałem jakoś dojść do tego jak to się mogło stać. Co to są kurna jakieś czary czy jak?!!! Zacząłem kopać kamień. Szedłem tak przed siebie aż znalazłem się w parku. Bardzo tajemniczym parku. Był pusty i ciemny. Jego stare uschłe drzewa dotykały samych chmur. Był to przerażający, ale zarazem ciekawy widok. Nie mogłem przestać patrzeć się w górę to chyba o czymś znaczy, nie? No ale w końcu musiało mi się to znudzić, więc poszedłem dalej. Nagle na ławce zobaczyłem jakąś wiewiórkę i chyba mopsa. Psa nie znałem, ale wiewiórka wyglądała mi bardzo znajomo. Miała ten sam warkoczyk i rude włosy co Alice. Nie miałem wątpliwości, że to ona. Mops usiadł obok niej i zaczął jej coś szeptać do ucha. Chciałem się dowiedzieć co, więc podszedłem bliżej i schowałem się za krzaki. Zacząłem nasłuchiwać...
-Poszła się przejść bo nie wierzy w to co się stało-odpowiedział z powagą
-A co się stało?-zapytała marszcząc brwi
Bez odpowiedzi podszedłem do lustra i podałem je jej. Spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem i popatrzyła w lustro. Zobaczyła w nim nieco mniejszą i słodszą wiewiórkę niż wcześniej. Zamarła. Cóż. Kto by się spodziewał?...
-To ja może pójdę gdzieś, gdziekolwiek...-powiedziałem i wybiegłem z pustki
Było około 6:30. Nie wiem dokładnie. Nie mam zegarka przy sobie, ale kiedyś uczyłem się odczytywać godziny z ułożenia słońca. O dziwo w tak ruchliwym miejscu przechadzało się jedynie kilka osób. Ale to może i lepiej bo w końcu miałem czas, żeby pozbierać swoje myśli. Założyłem kaptur, żeby nikt nie mógł zobaczyć mojej twarzy. Musiałem jakoś dojść do tego jak to się mogło stać. Co to są kurna jakieś czary czy jak?!!! Zacząłem kopać kamień. Szedłem tak przed siebie aż znalazłem się w parku. Bardzo tajemniczym parku. Był pusty i ciemny. Jego stare uschłe drzewa dotykały samych chmur. Był to przerażający, ale zarazem ciekawy widok. Nie mogłem przestać patrzeć się w górę to chyba o czymś znaczy, nie? No ale w końcu musiało mi się to znudzić, więc poszedłem dalej. Nagle na ławce zobaczyłem jakąś wiewiórkę i chyba mopsa. Psa nie znałem, ale wiewiórka wyglądała mi bardzo znajomo. Miała ten sam warkoczyk i rude włosy co Alice. Nie miałem wątpliwości, że to ona. Mops usiadł obok niej i zaczął jej coś szeptać do ucha. Chciałem się dowiedzieć co, więc podszedłem bliżej i schowałem się za krzaki. Zacząłem nasłuchiwać...
ALICE
No tak! To był mój stary znajomy George. Jak ja dawno się z nim nie widziałam. Ale on miał mi coś ważnego do powiedzenia.
-Wiem dlaczego tak wyglądasz-zaczął szeptać
-Coo????? Jak to-zapytałam niedowierzająco, ale byłam ciekawa co powie
-No więc od tysięcy lat to miasto jest przeklęte przez pewną wiedźmę, która co roku powraca na nasze ziemie. Łapie swoje ofiary w najbardziej podstępny sposób jaki można sobie wyobrazić.
-Słucham? O czym ty mówisz. Przecież magia nie istnieje a z resztą nie ważne. Co to ma niby związanego z moim wyglądem?
-Wysłuchaj mnie. Naprawdę to jest dla mnie bardzo ważne
Już chciał mi dokończyć kiedy nagle z krzaków wypadł Mike
-Co ty do niej powiedziałeś??!!!!-powiedział rozzłoszczony
-Co ty Mike uspokój się!-chwyciłam go za ramię
-O nieee! Nie ujdzie ci to płazem gnojku-zaczął się na niego rzucać z rękami
Złapałam go za obydwie ręce. George uciekł.
-Co ty zrobiłeś idioto! On miał mi powiedzieć co się z nami stało!
-Powiedział, że coś jest dla niego ważne. A to dupek jeden!
-O czym ty mówisz! A z resztą zostaw mnie-powiedziałam i odeszłam szybkim krokiem
Po drodze poleciała mi jedna łza. Ale ogarnęłam się bo tą sprawą nie ma się co przejmować. Rozmyślałam ciągle nad tym co powiedział mi George. Coś o jakiejś czarownicy, która przeklęła to miasto. Zaczynam się już zastanawiać czy ja na pewno chcę tutaj zostać. W ogóle musimy wynająć jakieś mieszkanie czy coś. Przecież nie możemy żyć w takich warunkach. To jest aż wstyd. No ale to wszystko przez ten pożar. Brrr. Nie chcę już o nim myśleć. Po co się jeszcze bardziej dołować... Teraz zastanawiało mnie tylko to o co chodziło George'owi...
Mam nadzieję, że ten rozdział się wam podobał. Jeśli ktoś ma zdolności do rozszyfrowywania dalszej akcji może zgadnie przez co tak wyglądają ;)) Akurat ten rozdział pisało mi się bardzo fajnie i szybko :)) Nie mam co tu więcej pisać. Czekajcie na kolejną część ;)) Papatki
Pandziaa Ema <33
czwartek, 2 czerwca 2016
Odskocznia cz. 2
Hejka. Dzisiaj wyrobię się tylko z Odskocznią :// Mam dzisiaj zawalony cały dzień więc piszę to przed szkołą (7:25) Mam nadzieję, że wam się spodoba ;))
BRITTANY
Był polski. Mi jak zawsze się okropnie nudziło. Siedziałam z moją przyjaciółką Diddy. Bardzo dobrze się dogadujemy. Może czasem się kłócimy, ale chyba każdy tak ma. Skoro w rodzeństwie się kłócą to chyba normalne, że przyjaciółki też się kłócą, nie? Moje rozkminy na tych lekcjach czasami mnie tak rozśmieszają, że zaczynam się śmiać. Oczywiście babka to od razu zauważa, chociaż nie wydaję z siebie wtedy żadnego dźwięku i wpisuje mi uwagę. Ile ich już tam mam? Ehh pewnie cały dziennik zapełniła moim nazwiskiem. Ale i tak się tym nie przejmuję. Wystarczy, że wychodzi mi średnia 4.60. Mam nawet dobre oceny, ale te uwagi poszły na zachowanie... W sumie chciałabym je przeczytać. Ciekawe jaką miałyby treść, może ,,Uczennica śmiała się na lekcji polskiego''. To już w tym kraju jest zabronione śmianie się? Matko.. Jakoś na każdej lekcji się śmieję i nie dostaję uwag do dziennika. Nienawidzę polskiego.. Mam z niego 3 na koniec. Wredna babka najchętniej dałaby mi 3- albo 2... Na szczęście idziemy do nowej szkoły w następnym roku bo się przeprowadzamy na wakacjach. Huraa!! W końcu będę miała od niej spokój!! A najlepsze jest to, że Diddy się z nami przeprowadza! Będzie super! Rozwalimy całe osiedle! Będziemy takimi gangsterami! Dobra trochę coś mi się odwaliło w głowie, ale to dlatego, że za 10 minut lekcja,
-Proszę pani Brittany Miller do tablicy-powiedziała najgorsza osoba świata
,,Ja pier****''-pomyślałam zażenowana i podniosłam się ciężko z krzesła-,,Uwzięła się na mnie, nienawidzi mnie! Czemu ona musi zawsze brać akurat tylne rzędy po środku???''-szłam jak na skazanie. Patrzyłam na dzwonek. Było jeszcze 7 minut do przerwy.
-Może panna by się pospieszyła-mówiła zniecierpliwiona-Nie mam czasu
Szłam więc jeszcze wolniej. Uwielbiałam ją złościć. A właśnie wracając do tamtej myśli. Za mną siedzi Alvin ze swoim kumplem Eric'iem. Jest całkiem fajny. Śmieszny i w ogóle. W sumie podobny do Alvina. Tylko ma taką krzywą grzywkę. Alvin mówi na niego ''Grzyb''. Ale jemu to nie przeszkadza bo to w sumie do niego pasuje.
-Dobrze Brittany napisz mi swoimi słowami o czym opowiadał ,,Potop''
,,Że co? Ja nawet nie wiem co to za książka! Nie czytałam jej.. No to będzie jedynka. Ale i tak mam gdzieś ten polski.. Wolę w-f. To chyba jest jedyna lekcja, którą lubię''
-Co? Nie czytało się lektury? Przecież mieliście cały weekend, żeby przeczytać 1000 stron. Oj dzieci dzieci. Siadaj Brittany może Lucek wyratuje waszą godność.
Lucek to największy kujon w klasie. Ma całą kolekcję pryszczy na twarzy i nie potrafi nawet biegać na w-fie... Ma najlepsze oceny z nas wszystkich. Chociaż jego kolega Maruś też ma dobre. Ale Lucek to naprawdę kujon do potęgi. Zawsze się tak na mnie patrzy jakby chciał podejść, ale się boi. Dziwny jest.
-Dobrze Lucek napisz mi więc streszczenie potopu-powiedziała ''smutno'' pani Medlin
Tak, miała takie nazwisko. Dziwne. Ja mam na pewno ładniejsze. Matko ten Lucek już napisał. Ledwo spojrzałam w prawo. On jest naprawdę dziwny..
ALVIN
Siedziałem zanudzony. Jedyne co miałem do roboty to patrzenie na włosy Britt. Niby nic ciekawego, jednak nie chciałem od nich oderwać wzroku. Były takie piękne, czyste i się błyszczały. Tak bardzo, że mogłem się nawet zobaczyć. Jeszcze 2 minuty do końca. Ale ona na pewno 5 sekund przed zada nam zadanie z kosmosu wzięte.. Głupia szkoła... Na szczęście za niedługo wakacje. Uff w końcu porobię coś ciekawszego niż siedzenie tych 9 godzin w szkole. Okej 3,2,1 dzwonek!!!!!!!!!!!
Ubrałem plecak i czym prędzej wybiegłem z klasy. Miałem w tym wprawę chociaż Britt miała większą. Ogólnie biegała szybciej, ale mi to nie przeszkadzało. Oczywiście Lucek wyszedł ostatni ze swoim kolegą, którego nie lubił. Strasznie dziwnie wyglądał. Miał pełno pryszczy, okulary, aparat na zęby, przylizane włosy i dziwne kolorowe ubrania z muszką. To naprawdę źle wyglądało.
-Ej wiecie co? Odwołali chemię bo babka jest chora. Możemy iść do domu!-powiedziała Diddy
-No i fajnie-odpowiedziałem
-Może dzisiaj gdzieś wypadniemy? Na przykład do parku czy coś?-zaproponował Eric
-No spoko-odpowiedziała Britt
Poszliśmy bardzo szybko do domu. Właściwie to pojechaliśmy, ale mniejsza. W domu zdjąłem bluzę, koszulkę i ubrałem krótkie spodenki. Była pora na to, żeby trochę poćwiczyć. Położyłem się na mojej czerwonej macie i zacząłem podnosić ciężarki. Nagle do pokoju weszła Britt. Miała na sobie piękną białą bluzkę na ramiączkach, różowe krótkie spodenki, tenisówki i uczesanego luźnego koka. Wyglądała fenomenalnie.
-Zrobiliśmy lody owocowe, chcesz?-zapytała
-No jasne!-odłożyłem ciężarki i wybiegłem z pokoju
***
Lody były naprawdę przepyszne. Później zjedliśmy jeszcze całe 3 paczki serowych kulek. No ale w końcu trzeba było się zbierać. Ubrałem więc koszulkę na ramiączkach i wyszliśmy z Britt. Czekaliśmy na Diddy i Eric'a pod słynnym drzewem, na którym były wydrążone inicjały.
***
Przyszli po około 5 minutach.
-No nareszcie możemy iść!!-powiedziała Britt
Poszliśmy więc. Kupiliśmy w sumie tylko lody i kawę. Nie było w tym nic ciekawego.
***
Po około 2 godzinach wróciliśmy do domu. Czekali na nas z kolacją. Były kanapki z twarożkiem. Lubię je więc zjadłem dwie naraz i wypiłem szybko herbatę. Poszedłem do pokoju, umyłem się i poszedłem spać. Była 21, wiem dziwne ale okropnie chciało mi się spać....
Mam nadzieję, że wam się spodobało jest 8:18 i powinnam już zjeść śniadanie i się wyszykować do szkoły, ale piszę ten rozdział dla was! Nie mogę się już więcej rozpisać bo naprawdę się spieszę. Jadę dzisiaj do Włoch i po prostu nie mogę ze szczęścia! Pozdrawiam Was moje kochane Bambuski :))
Pandziaa Ema :3
Mam komputer!!
Hejka. Dzisiaj przyszedł do nas nowy laptop! Jest z firmy lenovo. Matko tyle na niego czekałam!! Jutro jak najszybciej wstawiam posta!! Jestem taka szczęśliwa! Tak w ogóle jutro o 23 jadę do Włoch! Ostatnio mieliśmy strasznego pecha.. Najpierw ja w DZIEŃ DZIECKA rozwaliłam sobie łokieć (bo się wywaliłam xDD) i jest zdarty ale to nic. Mojej mamie dzisiaj rozwalił się jeszcze telefon... Ale kupiłyśmy dzisiaj nowy i jest ok. Niezbyt znana firma ale ważne, że będzie mogła używać Whatsappa. Nie wiem co jeszcze mogę tu napisać jestem po prostu przeszczęśliwa! Pozdrawiam Was gorąco moje Bambuski i czekajcie jutro na nową część!
Pandziaa Ema :3
Pandziaa Ema :3
piątek, 29 kwietnia 2016
KOMP ZEPSUTY >:(((!!!
Hejka. Tego posta piszę z kompa kuzynki. Niestety mój się zepsuł i nie mam jak pisać nowego posta. Blog musi na razie stanąć w miejscu. Kiedy będę miała nowy komputer wstawię posta. Jestem strasznie tym zdenerwowana. Ja już muszę iść bo jestem u kuzynki tak jak już mówiłam. A więc pozdrawiam.
Pandziaa Ema :3
Pandziaa Ema :3
sobota, 2 kwietnia 2016
Na tropie fistaszków cz. 7
Hejka. Po tym małym wypadku piszę posta od nowa. Nie pamiętam dokładnie co miałam napisane w tamtym, który się usunął ale zaczęłam od nowa wymyślać ;)) Więc zaczynajmy :)!
LINDSAY
Straży udało się opanować cały ogień. Na miejsce przyjechało kilka karetek. Okazało się, że pięć osób zaczadziło się a dwie miały oparzenia drugiego stopnia. Reszta miała jedynie małe rany i siniaki. Niestety okazało się, że jedna osoba zginęła. Była to ta miła recepcjonistka. Pogotowie zabrało nas do szpitala na obserwaceję. Jeśli nic nam nie będzie wypuszczą nas po 24 godzinach.
-Straszne, straszne. Po prostu straszne!-krzyczała Alice w ciągłym szoku
-Co tu się odpieprzyło?!-wypytywał się John
-Nie mam pojęcia!-podskoczyła Ren
-Spokojnie, uspokójcie się! Jesteśmy teraz w szpitalu nie możemy się tak drzeć! Tamta cała akcja już przeminęła i jej nie ma.-powiedziałam próbując ich uspokoić-Cud, że uszliśmy z życiem!
-Oby złapali tego podpalacza! Przez niego zgineła niewinna osoba!-krzyczał wkurzony Mike
-Ehh wiecie co? Ja się chyba prześpię bo jestem wykończona całymi tymi wydarzeniami-powiedziała Alice i odwróciła się w stronę ściany
***
Po paru dniach w końcu nas wypuścili. Alice miała lekkie zadyszki więc musiała dłużej zostać na obserwacji. Nie chcieliśmy jej zostawić więc z nią siedzieliśmy.
ALICE
Kiedy w końcu wyszłam ze szpitala byłam na siebie wkurzona. Czemu ja zawsze muszę być tą taką sierotowatą? Nawet nie wiem czy istnieje takie słowo... Dobra nieważne. Mam tylko jakieś tam małe zapalenie płuc. Nic wielkiego. Martwię się o to jak my sobie poradzimy. Przecież nie mamy się gdzie podziać a niedługo zapadnie zmrok! Poza tym wątpię, żebyśmy mieli dużo pieniędzy. ,,Ale cisza. Może coś powiedzieć? Albo nie, lepiej nie. Pewnie rozmyślają nad tym gdzie możemy spędzić noc. W sumie moglibyśmy zostać w szpitalu. Tam przynajmniej mają jedzenie. Niedobre ale mają!''
-Dobra koniec tej ciszy.-zakłócił moje rozmyślania Mike-Wszyscy wyjmują teraz jakiekolwiek pieniądze jakie mają-wykonaliśmy jego polecenie
Policzył, że mamy 50 zł z groszami. Tylko 50 zł! Jak my mamy za to przeżyć?! Jest nas przecież 6! Nie mogę sobie tego wyobrazić. Po prostu to jest poza granice mojego logicznego myślenia. Lepiej nie będę teraz nic mówić bo jeszcze powiem coś co jeszcze bardziej nas przygnębi. Ktoś inny teraz musi przejąć logiczne myślenie. Ja jestem wykończona. W końcu gdybym się nie obudziła zginęlibyśmy wszyscy. Tak jak ta miła recepcjonistka... Dobra nie chcę i niej myśleć. Na samą myśl o tym hotelu przypominają mi się najgorsze sytuacje z mojego życia...
-Dobra koniec tej ciszy.-zakłócił moje rozmyślania Mike-Wszyscy wyjmują teraz jakiekolwiek pieniądze jakie mają-wykonaliśmy jego polecenie
Policzył, że mamy 50 zł z groszami. Tylko 50 zł! Jak my mamy za to przeżyć?! Jest nas przecież 6! Nie mogę sobie tego wyobrazić. Po prostu to jest poza granice mojego logicznego myślenia. Lepiej nie będę teraz nic mówić bo jeszcze powiem coś co jeszcze bardziej nas przygnębi. Ktoś inny teraz musi przejąć logiczne myślenie. Ja jestem wykończona. W końcu gdybym się nie obudziła zginęlibyśmy wszyscy. Tak jak ta miła recepcjonistka... Dobra nie chcę i niej myśleć. Na samą myśl o tym hotelu przypominają mi się najgorsze sytuacje z mojego życia...
RENESME
Szliśmy tak opustoszałymi drogami centrum miasta. O tej porze zawsze był tu wielki ruch. Teraz tylko było słychać szum liści i nasze ciche kroki. Popatrzyłam na Alice. Widać było, że myśli o czymś. Ale nie tak normalnie. Z wielkim załamaniem w sercu! Nie chciałam się w tym momencie odzywać. Nawet Mike, który zawsze starał się wszystkich pocieszać zbladł. Wydawało mi się, że ta wędrówka nie będzie miała końca...
***
Doszliśmy do jakiegoś zaułka. Było około 22. Nasze pole widzenia było ograniczone o połowę. Ktoś musiał wejść w głąb, żeby sprawdzić czy jest bezpiecznie, Zapadła złowroga cisza.
-Dobra ja pójdę.-powiedział w końcu Mike cicho-Czekajcie tu.-stanęliśmy jak wryci i patrzyliśmy jak wchodzi między mury opuszczonych kamieniczek.
-Jest ok, chodźcie.-powiedział
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą i weszliśmy w ciemność.
-Ma ktoś jakąś latarkę?-spytałą Alice
-Ja mam-powiedział John i zaświecił ją
Okazało się, że przed nami stoi śmietnik. Na nasze minimalne szczęście był w nim materac. Mike podszedł do kontenera i wyjął materac. O dziwo nie był on brudny. Wydawało się jakby dopiero ktoś go wyrzucił. Był w miarę duży. Na pewno zmieszczą się na nim trzy przerośnięte wiewiórki. Alice uśmiechnęła się lekko.
-Dobra trzeba wybrać kto śpi na materacu-powiedział Leon
-Na pewno Alice ponieważ jest chora-powiedział opiekuńczo Mike
Mogłabym w sumie zazdrościć Alice takiego chłopaka, ale dobrze, że go ma. Opiekuje się nią i to mi się podoba.
-Najlepiej chyba będzie jeśli dziewczyny będą spały na materacu-podsunął John
-No a my gdzie?-odezwał się ironicznie Leon
-Tutaj na podłodze. Alice mówiła, że ma jakiś koc w torbie.
-No.. super..
-Ok to może się już kładźmy? Robi się coraz ciemniej-powiedział Mike
Posłuchaliśmy go i położyliśmy się. Chłopacy rozścielili sobie koc i przykryli się bluzami. My zrobiłyśmy to samo. Po chwili usnęłam...
-Dobra ja pójdę.-powiedział w końcu Mike cicho-Czekajcie tu.-stanęliśmy jak wryci i patrzyliśmy jak wchodzi między mury opuszczonych kamieniczek.
-Jest ok, chodźcie.-powiedział
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą i weszliśmy w ciemność.
-Ma ktoś jakąś latarkę?-spytałą Alice
-Ja mam-powiedział John i zaświecił ją
Okazało się, że przed nami stoi śmietnik. Na nasze minimalne szczęście był w nim materac. Mike podszedł do kontenera i wyjął materac. O dziwo nie był on brudny. Wydawało się jakby dopiero ktoś go wyrzucił. Był w miarę duży. Na pewno zmieszczą się na nim trzy przerośnięte wiewiórki. Alice uśmiechnęła się lekko.
-Dobra trzeba wybrać kto śpi na materacu-powiedział Leon
-Na pewno Alice ponieważ jest chora-powiedział opiekuńczo Mike
Mogłabym w sumie zazdrościć Alice takiego chłopaka, ale dobrze, że go ma. Opiekuje się nią i to mi się podoba.
-Najlepiej chyba będzie jeśli dziewczyny będą spały na materacu-podsunął John
-No a my gdzie?-odezwał się ironicznie Leon
-Tutaj na podłodze. Alice mówiła, że ma jakiś koc w torbie.
-No.. super..
-Ok to może się już kładźmy? Robi się coraz ciemniej-powiedział Mike
Posłuchaliśmy go i położyliśmy się. Chłopacy rozścielili sobie koc i przykryli się bluzami. My zrobiłyśmy to samo. Po chwili usnęłam...
ALICE
Obudziły mnie jakieś dziwne dźwięki. Takie jakby ktoś wbijał gwoździe w beton. Wstałam i przetarłam oczy. Rozejrzałam się wokół siebie. Było jeszcze ciemno. Wszyscy jeszcze spali. Chwyciłam lekko rękę mojej siostry. Jej zegarek wskazywał godzinę 03:50. Postanowiłam wstać i sprawdzić źródło dźwięku. Wyszłam z naszej kryjówki i poszłam w prawą stronę. Dźwięk nasilał się. Nagle zza rogu wyskoczyła jakaś czarna postać. Tak się wystraszyłam, że aż upadłam. Ale ona chyba bardziej się mnie wystraszyła bo zaczęła uciekać. Prawie wpadła pod samochód z tego pośpiechu. Dźwięk ustał. Postanowiłam więc wrócić. Nie mogłam zasnąć z powrotem. Ciągle myślałam o tajemniczej postaci.
***
Nagle ktoś zaczął mną potrząsać.
-Co, co się dzieje?! Która godzina?-zerwałam się
-Już 10. Długo sobie pospałaś księżniczko-zaśmiał się znany mi głos
Przetarłam oczy. No jasne! To Mike. Kto by się spodziewał ta...
-Aha no fajnie-Mike pomógł mi wstać
-Coś obudziło mnie nad ranem-powiedział Mike-Przyszła tu jakaś dziwna czarna postać. Kiedy ja się podniosłem ona uciekła
-Tak ja też ją widziałam w nocy!-zaczęłam się drzeć-Prawie wpadła pod samochód na mój widok!
-Aha, okej dziwne-wtrąciła się Lind
-Eee.. to co teraz?-zapytałam niepewnie
-Nie wiem-spuścił głowę Mike
***
Było już koło 20. Przez ten czas prawie się do siebie nie odzywaliśmy. Trochę tylko pogadaliśmy o tej postaci. Ale nikt nie mówił o swoich potrzebach ani uczuciach... A przecież trzeba w tak trudnych sytuacjach ze sobą rozmawiać!
-Umieram z głodu!-powiedziała w końcu Ren
-No w sumie ja też-powiedziałam-Wszyscy są głodni!
-Ok zwlekałem z tym długo, ale idę kupić coś do żarcia-powiedział Mike-Tylko nigdzie nie idźcie!
-Spokojnie nigdzie nam się nie śpieszy-uśmiechnęłam się
***
Mike wrócił po około 20 minutach.
-Znalazłem taki fajny sklep, który był już zamykany!-powiedział uradowany-Wszystko było tam takie tanie więc kupiłem butlę wody, chleb, 6 puszek orzechów w karmelu, sałatę, pomidory, masło, mleko i jabłka.
-Mmm daj szybko jestem taka głodna!-krzyknęła Lind
Wszyscy zjedliśmy po puszce orzechów i napiliśmy się trochę wody. Mike dał mi jeszcze łyżkę miodu i łyk mleka. Poczułam się trochę lepiej. Najgorsze było to, że musimy znów spać na podwórku. Brakowało mi wygodnego łóżka i ciepłego pokoju. Już wiem jak się czują bezdomni. Każdy z nich powinien dostać chociaż małą kawalerkę! Postanowiłam, że więcej nie będę się zadręczała przed snem i odwróciłam się na drugi bok.
***
Rano obudziłam się jako pierwsza. Jak to ja miałam przyćmione oczy więc poszłam prosto do torby. Chciałam trochę ogarnąć włosy i zobaczyć jak wyglądam. Wyciągnęłam lusterko z torby, przetarłam oczy i.. nie mogłam uwierzyć co w nim zobaczyłam...
Mam nadzieję, że wam się spodowało :)! Czekajcie na kolejną część :)! Teraz wzięłam się za siebie i piszę w zeszycie a dopiero potem wstawiam na bloga :D! Odskocznia się narazie nie pojawi ponieważ nie mam na nią weny i pomysłu ;DD Nie mam co tu więcej pisać mam nadzieję, że mi wybaczycie tamtą małą wpadkę xDD A więc pozdrawiam
Pandziaa Ema :3
niedziela, 27 marca 2016
ALE JA MAM PECHA...
Hejka. Przydażyła mi się taka mała wpadka XD Otóż chciałam wejść na inne konto i wylogowałam się z Pandzii. No i robiłam coś na innym koncie. W końcu mi się znudziło komentowanie filmików itp. Postanowiłam więc dodać coś na bloga. Miałam już prawie gotowego posta tylko musiałam dopisać kilka zdań. Wylogowałam się z konta i próbowałam wejść na Pandzię. No ale mój mózg chciał tego, żebym zapomniała jakie było hasło. A do tego miałam tyle haseł w głowie, że nie wiedziałam już co wpisywać. Przyznam trochę się wystraszyłam tego, że już nie wejdę na bloga. Przeszukałam wszytkie zeszyty jakie miałam w domu w poszukiwaniu jakiejkolwiek karteczki, na której mogłam mieć zapisane hasło. Wczoraj już taka smutna, że nie mogę wejść włączyłam Painta, żeby coś porysować XDD Weszłam na galerię, patrzę a tu mam zapisany login, hasło, nazwę bloga itd XD Kiedy w końcu się zalogowałam i weszłam na bloga okazało się, że tamten post się usunął. Byłam taka wkurzona, że miałam ochotę wyrzucić laptopa przez okno XDD No ale już piszę nowego posta i pojawi się on w tym tygodniu więc nie bójcie się ;DD Nasi bohaterowie sobie trochę odpoczęli xD Po tych wydarzeniach ciągle mam ochotę strzelić sobie facepalma ;DD Przepraszam was za to ;// Myślę, że takie coś więcej się nie wydarzy. Tak w ogóle niedługo wbije mi 500 wyświetleń na blogu za co wam bardzo dziękuję :)! No i w ogóle życzę wam zdrowych i pogodnych świąt w gronie rodziny oraz mokrego dyngusa ;)! Tak więc pozdrawiam
Pandziaa Ema :3
niedziela, 14 lutego 2016
Odskocznia cz. 1
Hejka. Dzisiaj jest ta obiecana odskocznia. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Więc bez dłuższego przeciągania zacznijmy.
NARRATOR
Alvin biegł za Szymonem, bo ten zabrał mu tajemniczy liścik.
-Szymek oddawaj to!-krzyczał zdenerwowany Alvin
-Nie ma mowy!-powiedział Szymek i zrobił unik. Alvin uderzył w nogę od stołu
Pobiegł dalej i schował się za kanapą
-No no, co my tu mamy?-mówił przebiegle Szymek-Do Britt-zaczął czytać liścik pisany skośnym pismem Alvina
Droga Brittany!
Może to być trochę dziwne i i takie... no dziwne ale chciałbym się zapytać czy czy.. no wiesz ten.. no.. Aj no czy będziesz moją Walentynką? No bo wiesz no ten.. no bo ja cię bardzo.. lubię i i.. może pójdziemy do kina albo albo.. na lody? Tak! Znam taką fajną budkę i znam tego pana.. A może będziesz chciała iść na przykład.. no nie wiem... do maca? Jest promocja! Ci, którzy przyjdą o 5:00 do zestawu cola+hamburger mają gratis małe frytki. Opłaca się, nie? Albo może do restauracji? Byłem ostatnio w takiej zarąbistej knajpie! Nie wiem gdzie moglibyśmy jeszcze pójść. Może spotkamy się dzisiaj o 17:00 przy sklepie spożywczym? Kupię przy okazji sałatę i banany. No to ten mam nadzieję, że się zgodzisz i papa
Alvin
-O stary!-powiedział rozszerzając oczy Szymon-Ty naprawdę chciałeś jej to wysłać?-mówił z niedowierzaniem
-Nie to tylko tak na żarty!-powiedział All i wyrwał Szymkowi kartkę
-Nauczyć cię jak się gada z dziewczynami?-zapytał Szymon
-Noo..-odpowiedział Al
BRITTANY
-Dzisiaj Walentynki-powiedziała uśmiechając się do mnie Żaneta-Wybierasz się gdzieś
-Wiesz co, nie. Siedzę w domu-powiedziałam lekko spuszczając głowę
-Niemożliwe. Ja idę z Szymonem do kawiarni. Alvin cię nie zaprosił?-zdziwiła się Żan
-Co? Nie. A niby czemu Alvin? Pff.. A czemu nie ktoś inny?-zapytałam z mieszanymi uczuciami
To tak jakbym udawała idiotkę. Dziwny głos z domieszką śmiechu, ''zdziwienia'' i ''zdenerwowania''. Ale co ja poradzę? Łatwo mnie rozszyfrować. W głębi duszy czułam ból ale starałam się tego nie okazywać. Przecież nie chciałam zmuścić sióstr, żeby przeze mnie, przez mój głupi humorek miło nie spędziły tego dnia.
-Nie martw się na pewno cię zaprosi-Eleonora podeszła do mnie i objęła
-Britt wiem, że umiesz świetnie ubierać i malować. Czy mogłabyś mi pomóc coś wybrać, zrobić?-zapytała Żan zaglądając do szafy
-No pewnie-powiedziałam i podniosłam się z łóżka. Poprawił mi się nieco humor.
-Ok to najpierw skoczę pod prysznic-powiedziała i zniknęła w progu łazienki
Podeszłam do szafy Żan. Prawie wszystko miała w kolorze lawend, ciemnego fioletu i wszystkich jego odmian. Grzebałam w niej trochę aż znalazłam piękną sukienkę. Była ona w kolorze lawendy, przekrawał ją ciemno-fioletowy pasek ze złotą zapinką po środku. Góra sukienki miała jasnoróżowe kropki a kołnierzyk był wysoki. Dół był falisty. Jak zwykła spódnica wyjściowa. Cała sukienka była zapinana z tyłu przy karku.
-Wow zobacz jaka śliczna!-powiedziałam
-No bardzo ładna-odpowiedziała Eleonora
Żan właśnie wyszła z łazienki w lawendowym szlafroku z wysuszonymi włosami.
-Właśnie dobrałyśmy ci strój-powiedziałam zadowolona
-To jedna z moich ulubionych sukienek. Myślisz, że mu się spodoba?-zapytała
-No jasne!-odpowiedziałyśmy chórkiem z Eleonorą.
Żaneta się przebrała i teraz był czas na włosy i makijaż.
-Ok zepniemy ci włosy w koka, oczy pomalujemy lawendowym cieniem, policzki lekkim różem, usta różowym błyszczykiem i rzęsy czarnym tuszem
-Ok-powiedziała ucieszona Żan
Zabrałyśmy się z Ellą do roboty, Po około 20 minutach Żaneta była już gotowa do wyjścia. Założyła do tego swój komplet: złote kolczyki i naszyjnik w kształcie 2 serc. Na lewej ręce miała oczywiście swój nowy zegarek. Była już 15:00. Wybiegła więc zakładając na nos okulary.
-No i wyleciał ptaszek z gniazda-zaśmiałam się i przybiłyśmy piątki.
ALVIN
Napisałem z pomocą Szymona całkiem niezły list. Najpierw na brudno, a potem na czysto:
Droga Brittany!
Chciałbym Cię zapytać, czy zostaniesz moją Walentynką? Jeśli tak to spotkajmy się przy naszym drzewie! Wybierzemy się do restauracji lub kina. A jeśli będziesz chciała to do obydwu tych miejsc. Będę na Ciebie czekał o 17:00. Mam nadzieję, że przyjmiesz tą propozycję. Pozdrawiam
Alvin
Chciałem jeszcze raz podziękować szymonowi, ale on pospiesznie wybiegł z domu w garniturze. Pewnie idzie na randkę z Żanetą. Na pewno...
-Teo! Teo chodź tutaj!-zawołałem
Teodor przyszedł. Musiałem go o coś prosić.
-Teo mógłbyś coś dla mnie zrobić?-zapytałem-Zapukaj do drzwi dziewczyn, daj tą kartkę pod drzwi i szybko się gdzieś schowaj
-Ok! Chciałem iść do Eli, żeby ją zaprosić na jakieś ciastko
-To skoro tak to powiedz, że mają jakiś list przed drzwiami-powiedziałem
-Spoko-uśmiechnął się Teo i poszedł się uczesać
Pobiegłem po schodach do swojego pokoju i wyjąłem róże, czekoladki i misia. Mam nadzieję, że jej się spodoba. Położyłem wszystkie rzeczy na łóżku czekałem tylko na 17...
***
Nadeszła 17:00. Czekałem pod naszym drzewem, tak jak obiecałem w liście. Były na nim wyryte inicjały S+Ż oraz T+E. Nie było tam jednak jeszcze A+B. A może to lepiej? Może to ma jeszcze poczekać, zanim będą tam wyryte inicjały? Oby... Około 17:10 zjawiła się Britt. Wręczyłem jej prezenty. Ona pocałowała mnie w policzek i podziękowała. Poszliśmy na początku do kina na film ,,Romeo i Julia''. Był to jedyny film a nie kreskówka, który grali w niedzielę. Po filmie wstąpiliśmy do restauracji na kolację. Kelner był bardzo miły. Gdy było już około 21:00 poszliśmy do całodobowej lodziarni i wzięliśmy sobie po 2 gałki lodów czekoladowych i truskawkowych.
***
Gdy doszliśmy do jej domu zadowoleni przytuliliśmy się i rozeszliśmy. To był najlepszy wieczór w moim życiu!
Mam nadzieję, że ten pierwszy odcinek Odskoczni się wam spodobał. Jak już pewnie zauważyliście jest ona o popularnych wiewiórkach! Będą się pojawiały różnie. Nie mam co więcej pisać. Jeszcze raz życzę wam szczęśliwych Walentynek i dobranoc ;DD A więc pozdrawiam
Pandziaa Ema :3
Szczęśliwych Walentynek!
14 listopada.. Walentynki czy powstanie Armii Krajowej? Wy oceńcie. Spędzacie Walentynki sami? Nie martwcie się. Narzekacie? Lepiej się nad tym zastanowić ponieważ wiele osób nie ma Mamy na Dzień Matki i Taty na Dzień Ojca. Wystarczy czekolada, kakao i jakiś film ;3 Coś co lubicie i możecie nawet miło spędzić Walentynki w samotności. A może wy zróbcie komuś niespodziankę? To wszystko od was zależy. Dobra, koniec kwaszenia.. Chcę wam po prostu życzyć szczęścia i żebyście się nie smucili. Może mały wierszyk?
W dniu świętego Walentego
nic nie może dziać się złego.
Nikt nie może się dziś złościć,
bo to nadszedł dzień miłości.
Sorki, że taki trochę ponury post ale jestem nie w humorze. A więc pozdrawiam
Pandziaa Ema :3
sobota, 13 lutego 2016
Na tropie fistaszków cz. 6
Hej. Dzisiaj zaprezentuję Wam dalszą część 31.12,15r. :D I chciałam poprawić kilka błędów, które popełniłam w poprzednim rozdziale. Chodziło o to, że dziewczyny były gotowe po 1 godzinie i ich stroje różniły się tylko kolorami. Mam nadzieję, że ten mały błąd nie uprzykrzył Wam czytania xd A więc przejdźmy do rozdziału ;D
31.12.2015r.
ALICE
Ich pokój był wystrojony różnokolorowymi serpentynami i balonami. Rozciągały się one przez całą oś pokoju. Były w każdym nawet najmniejszym kącie. Dałyśmy im serpentyny a oni powiesili je na wieszakach, szafach i na nogach stołu. Ta.. ci chłopacy... Tacy ,,pomysłowi'' xd. Ale wróćmy. Balony powiesili jeszcze na serpentynach tam, gdzie ich nie było. Oczywiście pod stół też je dali. Na szafkach były 2 miski z owocami. Bo oni jak nam powiedzieli chcą się odżywiać zdrowo. Pomijając fakt, że na stole było pełno alkoholu, win, szampanów i kilka paczek chipsów to bym imi uwierzyła. Prawie... Na łóżku stało radio z przyszykowanymi płytami obok.
-To co dziewczyny. Balujemy?-zapytał z przebiegłym uśmiechem Mike
-Ja zawsze na Sylwestra muszę usiąść i pooglądąć telewizję.-powiedziałam
-No spoko. A na jakim kanale?-spytał Mike
-Na każdym.-mówiłam
Byłam trochę taka smutna. Nie wiem czemu. Tak po prostu. Bez żadnego powodu.
,,Ehh chyba muszę się ogarnąć. Wiem, że oni mnie znają bardzo dobrze i zawsze będą wiedzieli kiedy jestem smutna''-wlepiłam na swoją twarz sztuczny uśmiech.
-No to... może w tym roku się powstrzymam... Może-powiedziałam
-Nie wiem jak wy ale ja idę się już trochę porozgrzewać-wtrącił John-W tym roku ja jestem DJ'iem
-O nie, nie ma mowy!-krzyknął niespodziewanie Leon-Byłeś w tamtym roku! Teraz moja kolej!
-No chyba ci się coś pomyliło-powiedział obojętnie John-Jesteś za młody
-Ah tak!?
-Tak!
-Rzucasz mi wyzwanie?-krzyknął Leon widocznie wkurzony. Już miał się rzucić na John'a ale ja zainterweniowałam.
-E, e, e! Chłopaki, spokój! Przez was zaraz będziemy mieć gównianego Sylwestra! Pierwszy raz i najprawdopodobniej jedyny spędzam go w tak wirafinowanym hotelu więc chciałabym, żeby był niezapomniany! A jeśli wy macie to popsuć to ja idę!-powiedziałam lekko poddenerwowana
-Ok, ok, spoko. Czyli z tego wynika, że ja dzisiaj DJ'uję.-powiedział Mike
-Nie!-krzyknęli chórem Leon i Josh
-Nie ma gadania.-powiedział stanowczo Mike-Skoro macie się kłócić jak pięcio latki to proszę bardzo, chętnie posłucham i popatrzę
-Dobra może już nie psujmy sobie humoru i zacznijmy tą imprezę-powiedziała Ren znudzona
Podeszłam więc do radia i włożyłam płytę. Odtworzyłam ją i zaczęła grać muzyka typowo imprezowa. Lind, która jako jedyna miała uśmiech na twarzy zaczęła tańczyć. Próbowała trochę to wszystko rozkręcić. Pociągneła więc za rękę John'a. Od razu poprawił mu się humor. Tańczyli ze sobą i wydawało mi się, że są najlepszą parą tancerską w całym Hollywood.. Nie... Co ja gadam! Na całym świecie! Ale ta myśl zniknęła od razu kiedy Mike do mnie podszedł
-Mogę prosić do tańca?-zapytał
-No pewnie-czułam, że się rumienię
Zaczęliśmy wszyscy tańczyć. W krótce doszli do nas Leon i Ren. Co tu opisywać. Po prostu świetnie się bawiliśmy!
***
Gdy sobie trochę potańczyliśmy postanowiliśmy coś zjeść i napić się szampana.
-Za nas!-powiedział Mike
-Za nas!-odkrzyknęliśmy chórkiem
Wszyscy na raz wypiliśmy lampkę wina. Zaczęliśmy zjadać chipsy.
-Macie może orzechy lub fistaszki?-zapytałam
-No pewnie!-odpowiedział John i podał mi miskę z fistaszkami
Byliśmy już najedzeni. Wspólnie ustaliliśmy, że resztę spędzimy przed telewizorem i dopiero około 20 minut przed Nowym Rokiem zaczniemy tańczyć.
***
Była już 23:35
-To co? Tańcujemy dalej?-zapytał Leon pełen energii
-No jasne!-odpowiedzieliśmy i się zaśmialiśmy
Tańczyliśmy tak aż nadeszła 23:59
-Zaraz Nowy Rok!-krzyczałam niemogąc się doczekać odliczania
-Zaraz będzie!-powiedziała Lind patrząc na swój nowoczesny zegarek
-10..9..8..7..6..5..4..3..2..1.. Nowy Rok!-krzyknęliśmy razem
Na podwórku zabrzmiały głosy wystrzeliwanych fajerwerków.
-Dobra chodźcie!-powiedział Mike podnosząc pudełko z fajerwerkami
Wyszliśmy na podwórko i wzięliśmy po dwie fajerwerki. Było ich łącznie 12.
-Ok na 3 wystrzelamy!-powiedziałam
-1..2..3!-krzyknęliśmy i wystrzeliliśmy je w powietrze. Miały kolory: zielony, niebieski, czerwony, żółty, pomarańczowy i fioletowy. Kolejne były takie same.
-Dobra chodźmy już-powiedział widocznie zmęczony John
Posłuchaliśmy go i rozeszliśmy się życząc dobie dobrej nocy
-Super było!-powiedziałam wparowując do pokoju
-No!-potwierdziły dziewczyny
Poszłam do łazienki i szybko się ogarnęłam. Ubrania poskładałam i schowałam do walizki. Dziewczyny powtórzyły moją czynność. Rzuciłyśmy się na łóżko i od razu zasnęłyśmy...
***
Usłyszałam głośny alarm. Coś jakby się paliło. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Myślałam, że to mi się tylko śni. Spojrzałam na zegarek była 4:13. Już chciałam znowu zamknąć oczy, gdy nagle poczułam straszny smród. Jakiś czarny dym wpadł nam do pokoju. Ledwo przytomna podniosłam się z łóżka i w końcu zrozumiałam co się dzieje.
-POŻAR!-krzyknęłam z całej siły z przerażeniem. Dziewczyn o dziwo nie obudził alarm.
-CO?!-Ren zerwała się na równe nogi
-UCIEKAMY!!!!!-krzyknęłam i zaczęłam budzić Lind
Byłam przerażona. Nigdy nie umiałam zachować zimnej krwi. Myśl o tym, że możemy zginąć w najlepszym hotelu jaki znałam nie dawała mi myśleć racjonalnie. Bez chwili namysłu złapałam za najpotrzebniejszą mi walizkę. Miałam tam część ciuchów, bieliznę, kosmetyki, zdjęcia, urządzenia elektryczne, jedzenie itp. Ren zrobiła tak samo. Lind ledwo przytomna złapała za swoją torebkę i walizkę i razem wybiegłyśmy z pokoju. Było tutaj strasznie dużo dymu więc postanowiłyśmy się wyczołać. Usłyszałyśmy syreny Straży Pożarnej. Po chwili przyszedł po nas strażak. Kazał nam się czołgać i nie panikować. Na szczęście udało nam się wyjść z budynku bezpiecznie. Widziałyśmy całą interwencję straży. Chciało mi się płakać. Zaczęły mi drżeć wargi a w oczach zrobiły mi się świeczki. Mike równie smutny podszedł do mnie i przytulił. To był najbardziej dramatyczny 1 stycznia w moim życiu...
-No spoko. A na jakim kanale?-spytał Mike
-Na każdym.-mówiłam
Byłam trochę taka smutna. Nie wiem czemu. Tak po prostu. Bez żadnego powodu.
,,Ehh chyba muszę się ogarnąć. Wiem, że oni mnie znają bardzo dobrze i zawsze będą wiedzieli kiedy jestem smutna''-wlepiłam na swoją twarz sztuczny uśmiech.
-No to... może w tym roku się powstrzymam... Może-powiedziałam
-Nie wiem jak wy ale ja idę się już trochę porozgrzewać-wtrącił John-W tym roku ja jestem DJ'iem
-O nie, nie ma mowy!-krzyknął niespodziewanie Leon-Byłeś w tamtym roku! Teraz moja kolej!
-No chyba ci się coś pomyliło-powiedział obojętnie John-Jesteś za młody
-Ah tak!?
-Tak!
-Rzucasz mi wyzwanie?-krzyknął Leon widocznie wkurzony. Już miał się rzucić na John'a ale ja zainterweniowałam.
-E, e, e! Chłopaki, spokój! Przez was zaraz będziemy mieć gównianego Sylwestra! Pierwszy raz i najprawdopodobniej jedyny spędzam go w tak wirafinowanym hotelu więc chciałabym, żeby był niezapomniany! A jeśli wy macie to popsuć to ja idę!-powiedziałam lekko poddenerwowana
-Ok, ok, spoko. Czyli z tego wynika, że ja dzisiaj DJ'uję.-powiedział Mike
-Nie!-krzyknęli chórem Leon i Josh
-Nie ma gadania.-powiedział stanowczo Mike-Skoro macie się kłócić jak pięcio latki to proszę bardzo, chętnie posłucham i popatrzę
-Dobra może już nie psujmy sobie humoru i zacznijmy tą imprezę-powiedziała Ren znudzona
Podeszłam więc do radia i włożyłam płytę. Odtworzyłam ją i zaczęła grać muzyka typowo imprezowa. Lind, która jako jedyna miała uśmiech na twarzy zaczęła tańczyć. Próbowała trochę to wszystko rozkręcić. Pociągneła więc za rękę John'a. Od razu poprawił mu się humor. Tańczyli ze sobą i wydawało mi się, że są najlepszą parą tancerską w całym Hollywood.. Nie... Co ja gadam! Na całym świecie! Ale ta myśl zniknęła od razu kiedy Mike do mnie podszedł
-Mogę prosić do tańca?-zapytał
-No pewnie-czułam, że się rumienię
Zaczęliśmy wszyscy tańczyć. W krótce doszli do nas Leon i Ren. Co tu opisywać. Po prostu świetnie się bawiliśmy!
***
Gdy sobie trochę potańczyliśmy postanowiliśmy coś zjeść i napić się szampana.
-Za nas!-powiedział Mike
-Za nas!-odkrzyknęliśmy chórkiem
Wszyscy na raz wypiliśmy lampkę wina. Zaczęliśmy zjadać chipsy.
-Macie może orzechy lub fistaszki?-zapytałam
-No pewnie!-odpowiedział John i podał mi miskę z fistaszkami
Byliśmy już najedzeni. Wspólnie ustaliliśmy, że resztę spędzimy przed telewizorem i dopiero około 20 minut przed Nowym Rokiem zaczniemy tańczyć.
***
Była już 23:35
-To co? Tańcujemy dalej?-zapytał Leon pełen energii
-No jasne!-odpowiedzieliśmy i się zaśmialiśmy
Tańczyliśmy tak aż nadeszła 23:59
-Zaraz Nowy Rok!-krzyczałam niemogąc się doczekać odliczania
-Zaraz będzie!-powiedziała Lind patrząc na swój nowoczesny zegarek
-10..9..8..7..6..5..4..3..2..1.. Nowy Rok!-krzyknęliśmy razem
Na podwórku zabrzmiały głosy wystrzeliwanych fajerwerków.
-Dobra chodźcie!-powiedział Mike podnosząc pudełko z fajerwerkami
Wyszliśmy na podwórko i wzięliśmy po dwie fajerwerki. Było ich łącznie 12.
-Ok na 3 wystrzelamy!-powiedziałam
-1..2..3!-krzyknęliśmy i wystrzeliliśmy je w powietrze. Miały kolory: zielony, niebieski, czerwony, żółty, pomarańczowy i fioletowy. Kolejne były takie same.
-Dobra chodźmy już-powiedział widocznie zmęczony John
Posłuchaliśmy go i rozeszliśmy się życząc dobie dobrej nocy
-Super było!-powiedziałam wparowując do pokoju
-No!-potwierdziły dziewczyny
Poszłam do łazienki i szybko się ogarnęłam. Ubrania poskładałam i schowałam do walizki. Dziewczyny powtórzyły moją czynność. Rzuciłyśmy się na łóżko i od razu zasnęłyśmy...
***
Usłyszałam głośny alarm. Coś jakby się paliło. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Myślałam, że to mi się tylko śni. Spojrzałam na zegarek była 4:13. Już chciałam znowu zamknąć oczy, gdy nagle poczułam straszny smród. Jakiś czarny dym wpadł nam do pokoju. Ledwo przytomna podniosłam się z łóżka i w końcu zrozumiałam co się dzieje.
-POŻAR!-krzyknęłam z całej siły z przerażeniem. Dziewczyn o dziwo nie obudził alarm.
-CO?!-Ren zerwała się na równe nogi
-UCIEKAMY!!!!!-krzyknęłam i zaczęłam budzić Lind
Byłam przerażona. Nigdy nie umiałam zachować zimnej krwi. Myśl o tym, że możemy zginąć w najlepszym hotelu jaki znałam nie dawała mi myśleć racjonalnie. Bez chwili namysłu złapałam za najpotrzebniejszą mi walizkę. Miałam tam część ciuchów, bieliznę, kosmetyki, zdjęcia, urządzenia elektryczne, jedzenie itp. Ren zrobiła tak samo. Lind ledwo przytomna złapała za swoją torebkę i walizkę i razem wybiegłyśmy z pokoju. Było tutaj strasznie dużo dymu więc postanowiłyśmy się wyczołać. Usłyszałyśmy syreny Straży Pożarnej. Po chwili przyszedł po nas strażak. Kazał nam się czołgać i nie panikować. Na szczęście udało nam się wyjść z budynku bezpiecznie. Widziałyśmy całą interwencję straży. Chciało mi się płakać. Zaczęły mi drżeć wargi a w oczach zrobiły mi się świeczki. Mike równie smutny podszedł do mnie i przytulił. To był najbardziej dramatyczny 1 stycznia w moim życiu...
Jak potoczą się dalsze losy naszych bohaterów? Tego dowiecie się w następnym odcinku...
Wiem, że ten rozdział jest krótki i opiera się głównie na przeżyciach Alice, ale nie martwcie się bo mam już spore plany na kolejne odcinki, które z pewnością będą dłuższe. I jeszcze raz was przepraszam za tak długą przerwę no ale tak niestety wyszło. Jutro najprawdopodobniej pojawi się Walentynkowa Odskocznia. A więc pozdrawiam
Pandziaa Ema :3
poniedziałek, 1 lutego 2016
Załamka totalna
Hejka. Niestety jestem zmuszona do tego, żeby przełożyć ten rozdział na kolejny tydzień. Miałam dzisiaj go pisać ale nie miałam jak ponieważ mam słaby internet. Jutro jadę do kuzynki więc nie będę miała jak napisać rozdziału. Bardzo mi smutno z tego powodu i mam nadzieję, że nie opuścicie tego bloga :( Może kiedyś pojawi się odskocznia :D Mam ją już w planach ale to dopiero po napisaniu rozdziału. Piszę tego posta bardzo szybko ponieważ muszę się iść pakować. Pozdrawiam was więc i mam nadzieję, że mi wybaczycie, i że będziecie cierpliwie czekać na ,,Na tropie fistaszków cz. 6'' (też na to czekam XD)
Pandziaa Ema :3
Pandziaa Ema :3
wtorek, 26 stycznia 2016
Zawiadomienie (Ważne ;33!)
Hejka. Chciałabym Was zawiadomić o tym, że ..Na tropie fistaszków cz. 6'' pojawi się na ferie (w moim przypadku 1 luty ;DD) lub wcześniej. Ostatnio nie miałam czasu bo poprawianie niektórych ocen itp ;DD. Mam bardzo dużo nauki teraz >.< Ehh... Czasem mam dość tej szkoły xd Na ten rozdział mam pomysł i jestem już w połowie pisania go :D Mam nadzieję, że Wam się spodoba bo będzie opowiadał o dalszej części Sylwestra xDD (Oczywiście gdy będę pisać cz. 7 wszystko wróci do normalnej daty xDD) Tak wiem rozdział będzie baaardzo opóźniony ale niestety nawet w weekendy mam zajęte... Ehh.. W poniedziałek jadę do kuzynek więc postaram się wstawić posta w sobotę lub niedzielę. Nie mam co już więcej przeciągać mam nadzieję, że mi wybaczycie i zrozumiecie ;33. Tak więc pozdrawiam
Pandziaa Ema :3
Pandziaa Ema :3
niedziela, 3 stycznia 2016
Na tropie fistaszków cz. 5
A oto ten wyczekiwany rozdział :D Mam nadzieję, że wam się spodoba ;DD A więc bez dłuższego przeciągania zacznijmy!
31.12.2015r.
ALICE
Wróciłyśmy z dziewczynami do pokoju.
-Ała moje nogi. Chyba mi zaraz odpadną!-mówiła obolała Renesme
-Nooo.. Mi też-powiedziała Lind
Po tych słowach zaczęłyśmy się przebierać.
-Ej dziewczyny?-zapytałam-Który dzisiaj?
-Chyba 31...-powiedziała Lind patrząc na kalendarz
-O matko! Dzisiaj Sylwester! A my nie mamy zorganizowanej imprezy!-krzyknęłam
-O nieeee-zamarudziłyśmy i padłyśmy na łóżka.
MIKE
Z chłopakami rozkminialiśmy w pokoju jakie piwa można jeszcze kupić.
-Ej a może szampana? Dziewczynom będzie bardziej odpowiadać-mówił zamyślony John
-Eee tam. W sumie możemy kupić kilka rzeczy-powiedziałem
-W sumie masz dobry plan Mike-powiedział Leon i przybiliśmy sobie piątkę
-To co śmigamy do Żabki?-zapytałem ze śmiechem i zaczęliśmy ubierać buty
W Żabce było pełno win, szampanów, chipsów, piw, wódki itp. Wzięliśmy 2 butelki najlepszego szampana, zgrzewkę piwa (było 6. Taka ,,limitowana edycja'' :D), 3 paczki chipsów i ja chwyciłem jeszcze za najlepszej jakości wino.
-Ej stary po co ci to wino?-zapytał John
-Eeee po nic. Przyda się kiedyś... Gwarantuję!-powiedziałem i wybuchliśmy śmiechem
-O jaa chłopaki! Są fajerwerki!-powiedział rozglądający się na wszystkie strony Leon
-No ok. Bierzemy. Jak się bawić to się bawić!-powiedziałem i poszliśmy w końcu do kasy
Wyszło nam za to 115.99.. Taa.. Baba była winna grosika -.- Jak zawsze -.-...
Wracaliśmy do domu z wielkimi torbami, które jak na wiewióri trudno było unieść. Ale, że my jesteśmy silni i trochę wyrośnięci jak na wiewiórki (dużo osób myli nas z odmianą bobrów xD Wątpią tylko przez nasze ogony... Cóż nie nasza wina, że jesteśmy do kolan dorosłego mężczyzny...) [...] Gdy doszliśmy do hotelu ledwo nie zasapaliśmy się przez wnoszenie zakupów na górę.
-Hej chłopaki czekajcie ja tylko zerknę na ogłoszenia-powiedziałem
-Oki-powiedzieli i usiedli na schodach
,,O nie ma ogłoszenia o tym, że będzie urządzany Sylwester. To super! Dziewczyny przyjdą do nas. Na pewno się zgodzą!''-przeczytałem ogłoszenia i wróciłem do chłopaków
-No i co tam wyczytałeś?-zapytał John
-Na szczęście nie będzie urządzany Sylwester, Czyli dziewczyny będą u nas! Radujmy się-krzyknąłem i zaczęliśmy się śmiać
-Ok koniec śmiechów a teraz taszczymy to na górę!-powiedział stanowczo Leon i znów zaczęliśmy się męczyć
LINDSAY
Leżałyśmy na łóżku załamane. ,,Boże ten koszmar butowy ma się zacząć na nowo!''-gdy tylko o tym pomyślałam od razu przechodziły mnie ciary i zaczynały boleć stopy
-Matko! Znowu buty!-krzyknęłam
-Noooo... Mam już dość! Jak dla mnie to już wystarczy!-mówiła Ren
-Nie ma co teraz mówić o butach!-Alice wstała poważna-Ja na waszym miejscu martwiłabym się o to, gdzie spędzimy Sylwestra!
-Alice ma rację-powiedziała do mnie Ren
-Ja wam nic nie wymyślę dziewczyny!-powiedziałam
Miałyśmy taki plan, żeby pójść do Żabki (ponieważ to jest najbliższy sklep) i kupić jakieś chipsy i ewentualnie szampana. Już miałyśmy wychodzić, kiedy nagle spod drzwi wysunęła się koperta. Podniosłam ją, otworzyłam i przeczytałam jej treść:
DROGIE PANIE!
Piszemy do Was ponieważ chcielibyśmy Was zaprosić na Sylwestra! Prosimy ubrać się następująco: wygodne trampki, jakąś wygodną spódniczkę, luźną bluzkę, niekoniecznie biżuteria. Prosimy przyjść bez makijażu lub z bardzo lekkim makijażem. Wszystko ze względu na to, żeby było Paniom wygodnie. Nie trzeba nic przynosić chyba, że macie coś typu fajerwerki, balony itp. Prosimy przyjść o godzinie 17:00 do pokoju naprzeciw. Będziemy rozkręcać imprezę wspólnie. Zapraszamy! (Nie trzeba się stosować do powyższych zasad wygody, ale to tylko dla Waszego dobra i przyjemności z imprezy!).
Z pozdrowieniami-chłopaki
-Hyyy! Ale super nie musimy iść w szpilkach! Ekstra!-krzyknęłyśmy i zaczęłyśmy skakać po łóżkach
-Dobra dziewczyny ogarnijmy się bo jeszcze nas wyrzucą z hotelu xDD-powiedziałam i się zaśmiałyśmy
-Ok to ja się idę ogarniać bajj-powiedziała Alice i poszła do łazienki posyłając nam buziaka
-Hmmmm.... Może chodźmy poszukać jakichś rzeczy na imprę-powiedziałam i pobirgłyśmy do szafy
Znalazłyśmy śliczne spódniczki, które były na gumkę, białe, luźne bluzeczki, i trampki w naszych ulubionych kolorach.
-Ale super będziemy takie same!-krzyknęła Ren
-Iiii-zapiszczałyśmy
-Ok to teraz kwestia uczesania-powiedziała Ren
-Kok!-krzyknęłam ledwo pozwalając jej dokończyć zdanie
-Dobry pomysł!-powiedziała
Po 30 minutach z łazienki wyszła Alice w szlafroku i widać, że wysuszonych włosach
-No co tam kminicie?- zapytała Alice
-A no wiesz.. W co się ubrać itp...-powiedziała Ren
-I jak?-spytała
-Wybrałyśmy śliczne spódniczki na gumkę, luźne, białe bluzeczki i trampki w ,,naszych kolorach''-odpowiedziała
-Super! A fryzura?
-Kok-powiedziała
-Oki
-Dobra laski teraz ja idę się myć i szykować-powiedziałam i zniknęłam zamykając za sobą drzwi od łazienki.
ALICE
Kiedy Lind poszła do łazienki zmierzałam w stronę toaletki.
-Oh Ren. Malować się czy nie malować-pytałam niezdecydowana
-Ty nie musisz się malować. Jesteś piękna i pokaż to!-powiedziała Ren
-Dzięki. Ty też! W sumie wszystkie jesteśmy piękne i po co niszczyć sobie cerę?-powiedziałam z satysfakcją i odeszłam od toaletki-W takim razie ubieram się :DD
-No ja też bym chciała tylko, że muszę się umyć...-powiedziała3Ren
-Ok to ja idę do jakiegoś... Ustronnego miejsca XD?-powiedziałam
-Oki-odpowiedziała
Poszłam w jakiś kąt. Ważne było dla mnie to, żeby Ren mnie nie widziała. Ubrałam na siebie pudrową spódniczkę, różowe trampki, białą, zapinaną na czarne guziki bluzkę, uczesałam sobie luźnego koka i wokół jego osi zawiązałam słodką, małą chustkę.
-Tadam! I co myślisz?-wyskoczyłam z konta w stylu ''wariatki-modelki'' XD
-Wow ekstra! Ej ale będziemy podobne! Ty róż a ja fiolet ale super!-krzyknęła i przybiłyśmy piątkę
Lind w końcu wyszła z łazienki.
-Ooo Alice super wyglądasz! I to ma być nasz taki luk na imprę jeśli mam rozumieć?-zapytała
-No pewnie!-odpowiedziałam-Idę sobie pomalować usta błyszczykiem i rzęsy tuszem
-I tylko tyle?-zapytała zdziwiona Lind
-No pewnie! A po co więcej?-zapytałam zdziwiona
-No w sumie
Po 1 wszystkie byłyśmy już gotowe. Wyglądałyśmy praktycznie tak samo, tylko kolory naszych stroi się zmieniły. Ruszyłyśmy więc. I tak jak nas prosili chłopacy znalazłyśmy jakieś balony i serpentyny. Wyszłyśmy z pokoju i zapukałyśmy. Od razu otworzyli i nas wpuścili. Mieli ubrane czarne, widać, że luźne spodnie, białe koszule, każdy miał krawat w swoim ulubionym kolorze oraz różę w kieszeni. Mike miał różową różę, John żółtą a Leon fioletową. Nie ma co. Z wystrojem chłopaki się postarali...
Wiem, że ten rozdział jest krótki ale on będzie dopełniony kolejnyk, który mam nadzieję będzie już niedługo :D Tak jak obiecałam jest 3 stycznia. Mam plany na kolejny a więc wyczekujcie ;DD Nie wiem co tu jeszcze napisać po prostu blog oraz ,,Na tropie fistaszków'' powraca do życia ;33 (Jeśli będą jakieś błędy to sorka ale czasem się zdarza. Blogger czasem płata mi figle tak samo jak moja.. ortografia xd?) A więc pozdrawiam
Pandziaa Ema :3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)